„Rzeczy cielesne” w galerii PHOTO ZONA

photo zona

Galeria sztuki Ośrodka Kultury i Sztuki we Wrocławiu – Instytucji Samorządu Województwa Dolnośląskiego pn.: PHOTO ZONA.

Wystawa galerii to cykl „Rzeczy cielesne” autorstwa Joanny Bonder

Wernisaż: 2 września 2016 r. (piątek), godz. 17:00

Kuratorem wystawy jest Agata Szuba

Zadaniem galerii jest prezentacja dokonań powstałych w fotomedialnym nurcie sztuki. Publiczności zostanie zaprezentowany dorobek artystyczny, który ma swoje źródło w ogólno-polskim środowisku akademickim, ze szczególnym uwzględnieniem realizacji powstałych w dolnośląskim kręgu artystycznym. Galeria PhotoZona organizuje wystawy o zróżnicowanym charakterze formalnym (fotografia, fotoobiekt, fotoinstalacja itp), które poza miejscem ekspozycji (Dolnośląskie Centrum Informacji Kulturalnej OKiS) będą upublicznione również w mediach elektronicznych i publikacjach.

Patronat medialny nad Galerią PhotoZona objęło Pismo Artystyczne Format, made-in-photo.com, Tuwroclaw.com, Kulturaonline.pl, Quart Kwartalnik Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Wrocławskiego, Portal Kulturaisztuka.pl.

zaproszenie


Andrzej Więckowski

Ciało jako materiał?

Pytanie w tytule postawione tak śmiało ma obfitującą w przykłady odpowiedź, która w gruncie rzeczy nie ma końca, więc w telegraficznym skrócie zajmiemy się wyrywkowo wybranymi przykładami.

Ciało jest w różny sposób formowane, np. przez kulturystów, przez modelki, przez wykonywaną przez człowieka pracę, przez jedzenie, sybarytyzm, ascezę, picie alkoholu itd. – są to metody zmiany ciała przez różnorodne procesy technologiczne, np. niesłychanie wyspecjalizowany, naukowo opracowany trening i używki oraz środki dopingujące w sporcie; z kolei długotrwała, monotonna praca fizyczna prowadzi do degeneracji stawów i kręgosłupa znacznie szybciej, niż się tego zainteresowani spodziewają, jest to mianowicie niezwykle prosta i skuteczna technologia; liczne i wyrafinowane są technologie odchudzania stosowane przez modelki, które w przeciwieństwie do słynnego konia z dowcipu rzeczywiście oduczyły się jedzenia; z drugiej strony dobre jedzenie i brak pracy fizycznej u księży katolickich daje w wyniku charakterystyczny rodzaj otyłości, którą wysubtelnia wcale nie tak rzadka asceza w innych dziedzinach; bardzo popularne we wszystkich warstwach społecznych i przedziałach wiekowych nadużywanie alkoholu prowadzi do marskości wątroby i związanych z tym zewnętrznych znamion, a w skrajnych przypadkach także do dobrze znanych medycynie zmian u potomstwa alkoholików. Jednym słowem: rodzaj życia, wykonywany zawód radykalnie zmieniają ciało w charakterystyczny dla danej aktywności, lub braku aktywności, sposób.

Inne, choć nie mniej, a może nawet bardziej radykalne i błyskawiczne w wynikach, a przy tym coraz częstsze, wręcz już powszechne, są chirurgiczne metody naprawy, remontu i renowacji ciała. Powiększanie piersi, zmniejszanie nosa i uszu, powiększanie penisa, wstrzykiwanie botoksu i hormonów, odsysanie i wycinanie tłuszczu, zmiana koloru skóry – praktyk chirurgii plastycznej jest bardzo wiele, a nieraz jest ona nieodróżnialna od chirurgii koniecznej, bo plastyczna konieczna nie jest, przy przeszczepach twarzy, przyszywaniu rąk, płatów skóry, sztukowaniu ciała implantami różnego rodzaju, od protez dentystycznych, śrub, gwoździ, nitów, drutów, blach, wstawek z różnych materiałów drogich jak platyna i tytan w systemie kostnym, poprzez akumulatory, baterie i urządzenia elektroniczne aktywujące impulsy organów w systemie nerwowym, poprzez rozszerzające rurki, czyli stenty w systemie krążenia krwi, po przeszczepy od żywych lub martwych dawców wątroby, nerek, serca, szpiku itd., etc.

Ideałem tego typu podejścia do kształtowania ciała byłby człowiek złożony tylko i wyłącznie z części zamiennych lub przynajmniej poprawionych, co dawałoby pewnego rodzaju nadzieję na urodę, zdrowie i nieśmiertelność, chociaż z drugiej strony, gdy ogląda się ludzi technologicznie poprawionych, szczególnie licznych w popkulturze, nadzieja i w ogóle wszystko szybko gaśnie. A przecież wydaje się nieuniknione, że w przyszłości urządzenia techniczne wejdą na stałe do systemu biologicznego człowieka i staną się niezbywalne, jak muszla jest nieodzownym elementem ślimaka, czy pajęczyna nieodłączna od pająka.

Kształtowanie ciała nie jest wymysłem współczesności. Człowiek manipulował przy nim od początku swej historii. Skaryfikacja na przykład była od zarania i jest do dzisiaj uważana za odmianę sztuki zdobienia ciała poprzez nacinanie, wycinanie, zadrapywanie lub wypalanie i odmrażanie skóry tak, że w danym miejscu tworzy się jasna tkanka bliznowa. Przez umiejętne uszkadzanie skóry otrzymuje się wzory i desenie.
Skaryfikacja obecnie stała się popularna również w kulturze zachodniej, obok artystycznego – wedle kanonu popkultury – tatuażu i piercingu, dzięki którym, jak zapewniają reklamy, ich nosiciele będą się wyróżniać z tłumu. Nie może nam ujść uwadze, że w Europie zachodniej to nic nowego, przecież blizny na twarzy po ranach odniesionych w pojedynkach, menzurach, rytuałach korporacji studenckich, były niesłychanie ekskluzywne. Dbano, aby blizny były wyraźne. Rany posypywano popiołem z cygar.

W niektórych plemionach, jak na przykład w etiopskim Mursi, stosuje się i skaryfikację i piercing zarazem: kobiety Mursi noszą gliniane krążki o średnicy około 35 cm przytwierdzone do dolnej wargi i zdobią je desenie z blizn na ramionach i plecach, co czyni je bardziej godnymi pożądania przez mężczyzn ich plemienia, a jednocześnie chroni je przed pożądaniem mężczyzn z innych plemion.

Deformacja kości, głównie czaszki lub kończyn, nacinanie lub amputacja fragmentów narządów, głównie genitaliów, wydłużanie czaszki u Majów, wydłużanie szyi u kobiet z plemienia Padaung, czy krępowanie stóp w Chinach – to modyfikacje ciała stosowane od początku istnienia kultur do dzisiaj. Starożytni Egipcjanie wydłużali czaszki, ale także modyfikowali ciało po śmierci przygotowując je do wiecznego życia. A więc ciało zawsze było i jest materiałem, bo poddaje się obróbce mechanicznej i technologicznej.

Prace Joanny Bonder znajdują się w tym wielkim, starym, wieloaspektowym nurcie, którego różnych sensów nawet pobieżnie nie jesteśmy tu w stanie zaznaczyć. Prace te na pozór proponują więcej. Bowiem cóż to byłby za wyczyn: rzeczywiste nożyczki z ciała! Ale spokojnie, to jest tylko zabawa nożyczkami z fotografią ciała. To są jedynie modyfikacje ciała sfotografowanego. Z fotografii ciała – fotograficzne żelazko z ciała; krzesło z fotografii ciała; butelka z fotografii ciała – to niewinne igraszki, wycinanki, układanki.

Rzeczy cielesne w cyklu artystki są cielesnymi jedynie w sugestii metaforycznej. Ciała w tym nie ma, tylko fotografie ciała, i to w odwzorowaniu czysto mechanicznym, powierzchniowym, jak wzory tapety. Muszę sobie to kilkakrotnie powtarzać. To uspokaja, rozbraja z tyłu skradające się koszmarne konotacje. Nożyczki z ciała i inne prezentowane cielesne rzeczy Joanny Bonder nie mają ani na jotę tego wymiaru, co abażury z ludzkiej skóry dające dobre światło przy lekturze filozofów nadczłowieczej mocy.

Te niby rzeczy z ciała mogą są podręczne, są jakby ciała przedłużeniem przez stałe ich używanie. Mogą być też traktowane jak lustrzane odbicie: na żelazku odbija się fragment nagiego ciała itd. Trochę tak, jakby przywoływać zmysłowy sens zdania Protagorasa, że człowiek jest miarą wszechrzeczy, mianowicie że ludzkie ciało jest miarą wszystkich materialnych rzeczy, tak jak góra ma grzbiet i podnóże, rzeka kolano, a różne przedmioty wysuwają się na czoło. Dosłownie odczuwana powszechna antropomorfizacja. W czasach archaicznych praktykowana jako źródło poznania, dzisiaj – po zatoczeniu pełnego obrotu w spirali dziejów – antropomorfizacja przedstawia się jako koniec pewnej ery. I prace Joanny Bonder są w pewnym sensie dokumentem tego końca.

Obraz ciała projektuje się na wszystko. Nawet na gotowane w szybkowarze danie: ono nie jest przygotowywane z części ludzkiego ciała, one się w nim tylko odbijają. Gdziekolwiek człowiek nie spojrzy, napotyka siebie. W krajobrazie spotyka głównie własne konstrukcje i urządzenia, więc spotyka siebie. W codziennej praktyce życiowej epoki postindustrialnej, która została zdominowana przez dbałość o własne ciało, intymnie obcuje z sobą albo z wirtualnym, swoim własnym, wyobrażeniem.

Humanistyka bawi się wszystkimi wątkami, bo wszystko już było. Patrzy w stare obrazy i napotyka tylko siebie. W przyrodoznawstwie podobnie – już nie badamy świata, tylko naszą znajomość tych jego części, które dadzą się przewidzieć eksperymentalnie. Już nie natura sama w sobie jest terenem naszych dociekań i obserwacji, lecz natura wystawiona – jak to dawno już temu ujął Werner Heisenberg – na ludzkie zapytywanie: otrzymujemy od niej odpowiedź zależną od rodzaju pytania; i także w tym sensie człowiek tutaj spotyka samego siebie. Zjawiska dają się wyjaśnić tylko wraz z obserwującym je człowiekiem, więc nie ma już takiego miejsca, gdzie mógłby on stanąć i nie patrzeć na siebie. I nie gmerać w sobie.

Chyba żeby spojrzał na siebie jako na aspekt wielowymiarowej totalnej całości. Może wtedy mógłby nie patrzeć na siebie. I może wtedy byłoby dla niego oczywiste, że ciało nie jest materiałem do obróbki ani mechanicznej, ani technologicznej. I że jego granicą nie jest tatuowana, czy też skaryfikowana skóra, lecz granica tożsamości uczestniczącej świadomie w totalnym przepływie. Ale to już chyba w następnej epoce. Może, nie wiem.

Joanna Bonder zrobiła kilka migawek naszego Zeitgeistu, kiedy już nic nie widać, tylko mechanicznie pojmowane ciało. Chyba właśnie tak. Może. Nie wiem.


Andrzej Więckowski